KAZIMIERZ KORWIN-PIOTROWSKI

brat Gabrieli Zapolskiej

[na podstawie Polskiego Słownika Biograficznego, s. 484-5]

 

Powrót do SYLWETEK

 

„Korwin-Piotrowski Kazimierz Jan, pseudonim „Monokl” (1855—1922), właściciel ziemski, wydawca, publicysta, adwokat. ur. we wsi Pod­hajce w pow. łuckim w rodzinie ziemiańskiej. Był synem Wincentego, marszałka szlachty pow. łuckiego, i Józefy  z Karskich, przed zamążpójściem tancerki baletu warszawskiego, starszym bratem Gabrieli Zapolskiej (zob. Janowska Maria). Studiował prawdopodobnie początkowo na uniwersytecie w Kijowie. Ok. r. 1880 ukończył prawo na uniwersytecie w Dorpacie i uzyskał przed r. 1884 stopień kandydata praw. Ogłosił (jako Jan Kazimierz Corvin-Pjotrowski) artykuł pt. Rousseau na polu ekonomii politycznej („Bibl. Warsz." 1879) i książki: Gambetta (Kr. 1880), z której dochód przeznaczył na rzecz Macierzy Polskiej, oraz Jezuici (Kr. 1883). Pi­sywał też od r. 1878 do ,,Tygodnika Ilustrowa­nego". Wkrótce po studiach został urzędnikiem do specjalnych poruczeń przy gubernatorze czernihowskim. Wydawał prace statystyczne do użytku służbowego. Opublikował także. „Kalendar' ćernigovskoj gubernii na 1887 god" (Ćernigov 1886). W r. 1888 P. osiedlił się w War­szawie; wydawał tu w 1. 1889-92 dziennik „Ziarno", przekształcony od r. 1891 na tygodnik. W 1. 1899-1900 był właścicielem i kierownikiem literackim „Tygodnika Polskiego", w którym drukował pod pseud. MonokI artykuły literackie i recenzje teatralne. Po wydaniu przez Bolesława Prusa rozważań pt. „Najogólniejsze ideały ży­ciowe" (W. 1901) stał się żarliwym, jak mówił o sobie, «kolporterem» ideałów Prusa, wygłaszał wiele odczytów, głównie w Krakowie i Lwowie, a także w Warszawie, Lublinie, Ciechocinku, Nałęczowie, Skierniewicach i w in. Dochód z nich obracał na cele dobroczynne, a tekst ogłosił drukiem O najogólniejszych ideałach życiowych Bolesława Prusa odczyt publiczny 9 XI 1902 (W. 1903). Wiele sprawozdań z tych odczytów przyniosło mu rozgłos, przysłużyło się w karierze adwokackiej, której poświęcił się od r. 1902 jako pomocnik adwokata przysięgłego, a od r. 1907 jako adwokat przysięgły w Warszawie. W 1. 1900-5 był też burmistrzem Łucka, w którego pobliżu miał swój majątek. Jako adwokat P. podejmował się w okresie rewolucji 1905 r. „najtrudniejszych spraw i na ogół zawsze dobrze spełniał w nich obowiązki obrońcy. Wprawdzie swym monoklem i wielkopańskimi manierami budził nieraz w sądzie sensację i często występował z czymś jak enfant terrible, ale swymi rzeczowymi, a nieraz błyskotliwymi wywodami, dobrze służył sprawie”  (K. Pollack).

Pełen temperamentu, miał wiele zatargów i spraw sądowych. Między innymi 7.XII.1905 r, w czasie procesu grupy bojowców, oskarżonych o akcję na sklepy monopolowe, został za obrazę prokuratora skazany na tydzień aresztu, który odbył na odwachu, naprzeciw Hotelu Europejskiego i usunięcie z prokuratury. Powrócił do pracy adwokackiej po roku. Do głośnych spraw prowadzonych przez Piotrowskiego należały m. in. rozpoczęta w 1910 r. obrona Heleny Macochowej w procesie Damazego Macocha i obrona Feliksa Zawadzkiego w procesie Bohdana Ronikera (1911). Prowadził też sprawy siostry Gabrieli Zapolskiej i w jej imieniu dokonywał sprzedaży wielu jej praw autorskich.

Piotrowski był postacią barwną w ówczesnej Warszawie. Ubierał się ekscentrycznie, nosił cylinder, czarny, staromodny płaszcz futrzany z pelerynką, tużurek lub czarny żakiet. Rozjeżdżał po Warszawie eleganckim powozikiem, którym sam powoził (stangret siedział z tyłu). Piotrowski zmarł w Warszawie 5.XII. 1922 i pochowany został w grobie rodzinnym na cmentarzu Powązkowskim. Rodziny nie założył”.

                      Edward Muszalski, Słownik Biograficzny

 

 

* * * * * * * *

 

 

Znalezione we "Wspomnieniach o Warszawie" Ignacego Balińskiego (Internet):

 

„Ineksprymable, czyli po prostu spodnie, zmieniały również umiejscowienie kieszeni i szerokość nogawic. Około roku 1880 szerokość nogawic przybrała kolosalne rozmiary. Opowiadają, że z tego powodu generał-gubernator warszawski, Albiedinskij, [pisownia autora książki] raz jeden skorzystał z prawa wysiedlanie niepożądanych obywateli z granic Królestwa. Na balu publicznym w ratuszu (...) generał spostrzegł szastającego się po sali młodzieńca w spodniach jak gdyby w dwóch spódnicach, z wyciętym na kilka cali od szyi gorsem u koszuli i na dobitek z ogromną czerwoną kamelią w butonierce. Takiego widoku nie mógł znieść lew niegdyś salonów dworskich petersburskich z okresy obcisłych ineksprymabli, nawet przy mundurach, i dystynkcji we wszystkich szczegółach. Na raport oberpolicmajstra, że jest to Kazimierz Korwin-Piotrowski, syn marszałka szlachty powiatu łuckiego, [generał-gubernator] wyrzekł:

 - Tak niech on zaraz jutro w tych sztanach wraca do swojego Łucka!”

 

* * * * * * * *

 

ZE WSPOMNIEŃ STAREGO DZIENNIKARZA WARSZWSKIEGO

Kazimierz Pollack, Państwowy instytut wydawniczy, Warszawa, 1962 r.

 

Str 352.

PALESTRA WARSZAWSKA

Adolf Pepłowski - Kazimierz Korwin -Piotrowski [ brat Gabrieli Zapolskiej - przyp. W.A.C.].

 

„…….Później  przybył jeszcze  Kazimierz Korwin -Piotrowski. Zjechał do Warszawy na przełomie XIX i XX wieku z Łucka. Zrazu pozował na kresowego „Żubra”, karierowicza i orginała. Wynajął sobie w Al. Ujazdowskich, w domu na rogu Wilczej, parterowe mieszkanie z balkonem, na którym przesiadywał całymi godzinami, lornetując przechodniów i piękności warszawskie jadące powozami na codzienny spacer po Alejach Ujazdowskich. Na miasto wyjeżdżał własnym powozem - wielką landarą, z orginalnym hajdukiem na koźle obok ugalowanego stangreta w angielskiej liberii.

Rozdawał wszystkim naokoło niskie ukłony i posyłał pięknym paniom całusy, łypiąc na wszystkie strony pożądliwym okiem, uzbrojonym w monokl. Dla wielu ludzi był śmieszny, Krążyły o nim coraz nowe złośliwości, dowcipy i anegdoty. Nazywano go najwyższym człowiekiem na kuli ziemskiej bo ………głową był w Łucku, a nogami w Warszawie - jako że piastował urząd „głowy miasta” (burmistrza) Łucka.

Gdy zajeżdżał do teatru, restauracji czy kawiarni już od drzwi szerokim półkolistym ruchem cylindra składał wszystkim wytworny ukłon ze słowami: - Cześć, moście panie! Cześć mości panowie!  Mówiono, że cygara zapalał trzyrublowym papierkiem od podanej przez lokaja czy kelnera świecy. Odważnie, a raczej bezczelnie zaczepiał i atakował damy - i często z tego powodu miewał scysje i zatargi z ojcami, mężami i braćmi pań, które obdarował swymi łaskami. Nie porwał wprawdzie żadnej Sabinki, ale wdał się kiedyś w zuchwałą awanturę porwania… pantofelka z pewnej panieńskiej sypialni. Wywołało to w Warszawie sensację, ale i ściągnęło na podtatusiałego już donżuana gromy oburzenia.

Piotrowski przycichł. Może i dlatego, że pogorszyła się jego sytuacja finansowa. Zlikwidował część swojej stajni, przestał jeździć po mieście powozem. Coraz częściej widziano go czekającego na tramwaj konny, ale jeszcze i wówczas słyszano jego: „Cześć, moście panie i mości panowie!”,   z którym się zwracał do pasażerów. Jako adwokat, uzyskał prawo stawania w sądach i dla reklamy swej kancelarii zobowiązał się niezamożnym klientom udzielać porad prawnych bezpłatnie. Nie żądał też przy prowadzeniu sprawy zaliczek na koszta sądowe. Zapewniało mu to sporą praktykę  w okresie wrzenia rewolucyjnego, w którym zwiększyła się znacznie liczba procesów przed sądami wojskowymi.

W jednym z warszawskich procesów o napad na sklep monopolu spirytusowego w styczniu 1905 roku obrońca w śmiałej swej mowie ostro zaatakował prokuratora. Sąd przywołał go porządku,   a prokuratura wytyczyła mu sprawę o obrazę władzy. Oskarżonemu odebrano prawo stawania  w sądach, a sąd okręgowy skazał go za obrazę prokuratora na 7 dni aresztu na odwachu. Na odbycie kary wyznaczono mu odwach przy komendzie miasta, na wprost Hotelu Europejskiego. Korwin -Piotrowski zjechał tu w dniu 20 lipca 1906 r. własnym, od dawna nie widzianym na mieście powozem, z olbrzymim tobołem swojej pościeli, a nawet z wygodnym głębokim fotelem, walizami i neseserem. Zanim ukraiński jego hajduk zdołał wnieść to wszystko do przeznaczonej skazańcowi celi, przed odwachem powstało olbrzymie zbiegowisko. Przybiegli przed odwach wszyscy niemal goście z cukrowni Loursa, która mieściła się wtedy na wprost ulicy Karowej, ściągnęli tu również przechodnie z Krakowskiego Przedmieścia z placu Saskiego. Defilada ciekawych przed okratowanymi oknami odwachu trwała zresztą przez cały tydzień.

Więzień, rozparty w swym wygodnym fotelu, niemal cały dzień siedział  przy oknie i rozdawał na prawo i lewo czarujące ukłony przyjaciołom, a paniom - znajomym i nieznajomym - posyłał całusy i uśmiechy. Hołdy te co kilka godzin przerywały wykwintne posiłki, przynoszone mu do celi  z restauracji Hotelu Europejskiego przez hajduka. Po odsiedzeniu kary Korwin - Piotrowski wszczął starania o ponowne przyjęcie do adwokatury i o prawo stawania w sądach. Uzyskał to - nie bez trudności. W dniu 18 listopada 1906 r. na pierwszej stronie „kuriera Warszawskiego” pojawiło się:

OBWIESZCZENIE ADWOKATA

Motto:

Dziś, gdy troska srebrzy włos,

a los gnie ku ziemi,

w piersi jęknie nieraz głos

Skargami rzewnemi

Lecz gdy pierzchnie marzeń rój,

w górę wznoszę czoło

i z fortuną śmiało w bój

ruszam znów wesoło!

 

Po całorocznym przeszło przymusowym bezrobociu wyszedłem,

Dzięki Bogu, ręką obronną z całej opresji, a do praw przywrócony,

otworzyłem ponownie kancelarię adwokacką i wznawiam praktykę.

Jak w latach ubiegłych, udzielam bezpłatnie porad prawnych.

Sprawę prowadzę własnym kosztem.

 

Czołem!

Kazimierz Korwin -Piotrowski

Z parteru przenoszę się na I piętro Al. Ujazdowska 33, róg Wilczej.

 

W dniach rewolucyjnych Korwin -Piotrowski przestał jeździć po mieście swoim powozem - sprzedał go wraz z końmi, a uzyskana sumę przeznaczył na cele dobroczynne. Podejmował się wówczas obrony najtrudniejszych spraw i na ogół zawsze dobrze w nich spełniał obowiązki obrońcy. Wprawdzie swym monoklem i wielkopańskimi manierami budził nieraz w sądach sensacje i często występował z czymś jak enfant terrible, ale swymi rzeczowymi, a nieraz błyskotliwymi wywodami dobrze służył sprawie. Dzielnie potrafił walczyć z bezprawiem, jakie panowało w sądach żandarmeryjnych w Cytadeli, w sądzie wojskowym na placu Saskim  i w normalnych sadach „koronnych”.

Korwin -Piotrowski był rodzonym bratem znakomitej pisarki Gabrieli Zapolskiej i sam próbował swych sił na polu pisarskim i w publicystyce. Redagował i wydawał czas jakiś - bez wielkich sukcesów - pismo humorystyczno-satyryczne „Kurier Świąteczny”, z którego usiłował zrobić organ eleganckiego światka Warszawy. Stworzył je dla tych, których zwykł pozdrawiać szarmanckim ukłonem i okrzykiem:

 

Cześć, moście panie, i cześć mości panowie!

 

Ale wraz z tym „państwem” i on zeszedł z widowni………..”  

 

 

* * * * *

 

 

Artykuł z „TYGODNIKA ILUSTROWANEGO”

Nr 47 (Ogólnego zbioru Nr2098) z 8 (6) listopada 1899 roku.

 

ŁUCK (gub. Wołyńska)

„W naszym nadstyrowym grodzie dzień 6 listopada r. b. był niemałego znaczenia. Odbywały się wybory miejskie: prezydenta i członków zarządu miasta na czterolecie 1900-1905 r. Już od lat przeszło dwudziestu wprowadzono u nas samorząd miejski na mocy statutu z r. 1870, jakim obdarzone zostały miasta Cesarstwa.

W skład gminy miejskiej wchodzą więc obecnie wszyscy mieszkańcy miasta bez różnicy stanu.    Na prezydenta (głowę) miasta wybrany został 16-u głosami  orzewin 4-m p. Kazimierz Korwin -Piotrowski, właściciel dóbr Kiwirzecko-Podhajeckich pod Łuckiem, inicyator i prezes „Towarzystwa żeglugi parowej na Styrze”. Rezultat ten odpowiedział naszym oczekiwaniom. Wychowaniec uniwersytetu jurjewskiego, gdzie ukończył dwa fakultety, a mianowicie: prawny  i historyczno-filozoficzny, znany jest ze swych prac i studyów, tak historycznych, jak  i ekonomicznych i statystycznych: „Jezuici”, „Gambetta”, „Papież Leon XIII jako ekonomista”, „Voltaire i Rousseau na polu ekonomii politycznej”, „O wpływie wieku rodziców na płeć dziecka”, „Materyały do geografii, etnografii i statystyki guberni Czernihowskiej”, „Tabele statystyczne guberni Czernihowskiej”, „Ekonomiczne położenie Estlandyi”, „Przemysł  fabryczny w guberni Estlandzkiej” i  t. p.

Gdy po ukończeniu studyów uniwersyteckich osiadł w swych dobrach rodzinnych na Wołyniu, mieszkańcy Łucka już wtedy pragnęli powierzyć mu zarząd miasta, lecz p. Korwin -Piotrowski wyjechał do guberni Czernihowskiej, gdzie przez trzy lata przemieszkiwał. Powtórny więc wybór powitaliśmy  z prawdziwą radością, mając nadzieję, że nowo obrany prezydent będzie wstępował  w ślady ojca swego, długoletniego naszego marszałka szlachty i zacnego obywatela.

Pierwszym czynem nowego prezydenta było, zaraz po przyjęciu przez niego wyboru, zrzeczenie się na rzecz miasta pensyi, przywiązanej do tegoż urzędu. W naszym skromnym budżecie miejskim jest to oszczędność, która w ciągu lat czterech wcale poważną stanowi pozycyję

Toporczyk

 

UWAGA: patrz również Gabriela Zapolska

 

Do góry

 

Powrót do SYLWETEK